|
|
|
| |
|
|
|
| |
| |
|
|
|
Rozmowa z dr
Maciejem Żerdzińskim, psychiatrą,
autorem m.in. "Poradnika dla chorych na zespół natręctw" (16 sierpnia
2007 roku).
Gregow: Panie
doktorze, co jest przyczyną zaburzenia obsesyjno-kompulsyjnego?
Maciej Żerdziński: Trudno wskazać jedną
przyczynę całego procesu chorobowego. Wiemy, że zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne
może mieć tło genetyczne. Dana osoba ma pewne predyspozycje do wystąpienia
choroby, ale aby rozwinął się zespół natręctw muszą zachodzić określone czynniki
psychospołeczne np. sposób wychowania. Jeżeli wzorce anankastyczne bądź lękowe
są od dzieciństwa "zaszczepiane" to możliwość wystąpienia ZOK w późniejszym
życiu jest istotnie większa. Drugi czynnik ma związek z zaburzeniami przepływu
neurotransmisji pomiędzy korą czołową a jądrami podkorowymi. W dużym
uproszczeniu: sygnał miast iść do przodu zapętla się, powraca, powtarza, a co za
tym idzie czynność czy myśl również ulega powtórzeniu.
Gr.: Czy można stwierdzić,
że jest gen odpowiedzialny za rozwój choroby?
M.Ż.: Jest to raczej wiele
genów, dlatego istotą sprawy jest odpowiedź na pytanie, co prowokuje taką, a nie
inną manifestację objawów. Ja skłaniałbym się ku obserwacji życia rodzinnego
oraz czynników stresowych. Być może każdy z nas ma pewną predyspozycję do
wystąpienia natręctw, ale bez sprzyjających okoliczności choroba nigdy by nie
wystąpiła.
Gr.: Czy są dane mówiące,
jaki odsetek naszego społeczeństwa cierpi na ZOK?
M.Ż.: Podobnie jak w
pozostałych krajach europejskich jest to od 2 do 3,5%. Należy jednak pamiętać,
że oprócz OCD a więc pełnoobjawowego zespołu natręctw, istnieje pojęcie OCS,
czyli zaburzeń o łagodniejszym przebiegu, które dotyczą już ponad 8%
społeczeństwa.
Gr.: Jakie rodzaje natręctw
spotyka Pan najczęściej w swojej praktyce?
M.Ż.: Klasycznie zespoły
natręctw dzieli się na te z przewagą obsesji, z przewagą kompulsji oraz
mieszane. Taki podział nie ma jednak większego sensu, ponieważ nie widziałem
pacjentów, którzy mieliby tylko obsesje lub tylko kompulsje. Najczęściej
spotykane rodzaje natręctw dotyczą czystości, porządku, symetrii, w mniejszym
stopniu tematów religijnych i seksualnych.
Gr.: Jak skutecznie leczyć
chorobę i kto powinien to robić, bo wiele osób unika kontaktu z psychiatrą bądź
psychologiem?
M.Ż.: Jestem lekarzem,
jednak gdyby trafił do mnie pacjent z ostrym zapaleniem wyrostka robaczkowego,
to zapewne skierowałbym go do chirurga. Nie korzystanie z pomocy specjalisty to
błąd. Leczenie ZOK powinien prowadzić psychiatra, zarówno pod kątem
farmakologicznym, jak i psychoterapeutycznym. Jeśli psychiatra nie ma uprawnień
psychoterapeuty, to zaprasza do współpracy psychologa. Tak wygląda dziś kanon
leczenia.
Gr.: Czy któraś z metod
leczenia jest wyraźnie bardziej skuteczna?
M.Ż.: Opierając się na
badaniach E. Hollandera możemy stwierdzić, że stosowanie leków
przeciwobsesyjnych daje 56% skuteczności. Edukacja w kierunku ZOK, pozwalająca
osiągnąć pacjentowi krytycyzm wobec choroby, to aż 36% skuteczności. Z kolei
terapia behawioralna przynosi poprawę u 26% pacjentów. Zatem kombinacja tych
trzech metod pozwala uzyskać największą efektywność.
Gr.: A zabiegi
neurochirurgiczne?
M.Ż.: O zakwalifikowaniu
pacjenta do zabiegu operacyjnego decyduje specjalnie ustanowiona komisja. I
słusznie, ponieważ wiele osób dopytuje się o możliwość zoperowania, nie zdając
sobie sprawy z faktu, że są nieodpowiednio leczeni. Gdy taka sytuacja trwa
latami, pacjenci w swojej bezradności poszukują metod ostatecznych. W moim
przekonaniu warto szukać innych rozwiązań. Nawet w skrajnie trudnych
przypadkach, gdzie rytuały trwają po kilkanaście godzin dziennie uniemożliwiając
normalną egzystencję, można działać np. w warunkach szpitalnych. A jeżeli
faktycznie nic nie przynosi efektów, to decyzją pacjenta i wspomnianej komisji
jest, czy poddać się zabiegowi. Pamiętajmy jednak, że oznacza to usunięcie
kilku centymetrów sześciennych tkanki mózgowej, przy czym efektywność tej metody nie jest
stuprocentowa – mogą być efekty, ale nie muszą.
Gr.: Czy ZOK można wyleczyć
całkowicie?
M.Ż.: Owszem można, i nie
mówię tego dla pozornego pocieszenia. Zależy to jednak nie tylko od jakości
leczenia, ale od przebiegu samego schorzenia. To tak jak ze złamaniem kończyny –
u jednej osoby goi się szybko, u innej z komplikacjami. Pośród moich pacjentów
są osoby, które uzyskały pełne wyleczenie. Większość stanowią jednak ci, którzy
cieszą się częściową poprawą – satysfakcjonującą, jednak niepełną.
Gr.: Jak rodzina bądź
otoczenie pacjenta może go wspierać?
M.Ż.: Najgorszą z metod
pomocy jest wykonywanie za chorego jego rytuałów. Taka sytuacja sprawia, że
rodziną zaczynają rządzić natręctwa, a objawy przybierają na sile. Należy
przeciwstawić się kompulsjom, stanowczo ale bez emocji. Łatwo powiedzieć,
trudniej zrealizować, dlatego kluczową kwestią jest edukacja i współpraca ze
specjalistą prowadzącym leczenie.
Gr.: W "Poradniku dla
chorych na zespół natręctw" opisuje Pan techniki autoterapii. Czy każdy może je
stosować?
M.Ż.: Techniki autoterapii
powinny być stosowane w każdym przypadku zespołu natręctw, ale z doświadczenia
wiem, że w okresie znacznego nasilenia objawów nie są praktykowane w ogóle.
Jeśli pacjent nie ma wglądu w chorobę, zatraca wobec niej krytycyzm, przeżywa
natręctwa i niejako ich broni, to w takiej sytuacji nie zechce tego poradnika
nawet wziąć do ręki. Czyta mu go wtedy jego rodzina.
Gr.: Czy w najbliższym
czasie czeka nas jakiś przełom w leczeniu ZOK?
M.Ż.: Nie sądzę. Nie
posiadam informacji o nowym, cudownym leku będącym marzeniem wielu chorych.
Farmakoterapia może być ogromnie pomocna, ale nie wyobrażam sobie leczenia bez
kontaktu z pacjentem, bez pracy z objawem i budowania krytycyzmu wobec choroby.
Jeżeli symptomy ustąpiły błyskawicznie, wraz z rozpoczęciem terapii
farmakologicznej, to znaczy, że nie był to zespół anankastyczny, a natręctwa w
przebiegu np. depresji. Zatem droga do wyleczenia to proces, okupiony wysiłkiem
prowadzącego, ale przede wszystkim samego pacjenta.
Gr.: Nie ma Pan wrażenia,
że ZOK to temat wstydliwy, temat tabu?
M.Ż.: Ja nie odnoszę
takiego wrażenia, ponieważ obsesje i kompulsje stanowią codzienność mojej pracy.
Zagadnienia związane z chorobą staram się podnosić na specjalistycznych zjazdach
i kongresach. Ale sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana. Objawy
anankastyczne są na ogół ukazywane w konwencji komediowej. Przykładem może być
film "Lepiej być nie może" ze świetną kreacją Jacka Nicholsona. Natomiast od
strony merytorycznej zespół natręctw pojawia się sporadycznie, najczęściej przy
okazji głośnych interwencji chirurgicznych.
Gr.: Jako autor literatury
science-fiction umieścił Pan w swoich publikacjach wątek choroby?
M.Ż.: Owszem. Opisałem np.
bohatera cierpiącego na ciężki zespół natręctw, starając się w ten sposób
przybliżyć czytelnikom niezwiązanym z psychiatrią prawdę o chorobie. Mając
kontakt z pacjentami, ich objawami, cierpieniem, czułem się do tego w pewien
sposób zobowiązany. Mógłbym przedstawić ZOK w formie taniej sensacji, ale to
jest medycyna, tu na sensacje nie ma miejsca.
Gr.: Dziękuję Panu za
rozmowę. |
|
|
|
|
| |
| |
| |
|
Rozmowa z prof.
Jerzym
Aleksandrowiczem, psychiatrą, kierownikiem Zakładu Psychoterapii
Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie oraz prof. Jerzym
Samochowcem z Pomorskiej Akademii Medycznej (7 luty 2008
roku).
Gregow: Na ile teorie dotyczące przyczyn zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych pozwalają
zrozumieć mechanizmy powstawania choroby?
Jerzy Aleksandrowicz: Istniejące teorie wyjaśniają etiologię ZOK na dwa, z
grubsza biorąc sposoby. Jeden z nich to psychosocjogeneza. Powodem choroby są
nie uświadamiane konflikty psychiczne, dysfunkcjonalne cechy osobowości np.
osobowość anankastyczna itp. W tym znaczeniu, natręctwa są jedną z form zaburzeń
nerwicowych. Należy przy tym pamiętać, że obraz i przyczyny tych zaburzeń są u
każdego nieco inne, indywidualna specyfika mechanizmów dominuje nad elementami
wspólnymi.
Drugi sposób wyjaśniania poszukuje przyczyny natręctw w uszkodzeniach
ośrodkowego układu nerwowego. Swego czasu prof. B. Winid prowadził w Krakowie
badanie dużej grupy takich pacjentów, u większości osób stwierdził organiczne
uszkodzenie mózgu.
Najprawdopodobniej są tacy chorzy, u których powodem zaburzenia
obsesyjno-kompulsyjnego są organiczne uszkodzenia mózgu i tacy, u których
przyczyną są specyficzne zakłócenia procesów psychicznych. U tych drugich,
powodem powstawania myśli i czynności natrętnych są szczególne zakłócenia
przeżywania i okoliczności, które je wywołują, zwłaszcza sytuacje społeczne.
Wychowanie decyduje o tym, jakimi schematami poznawczymi posługujemy się w
spostrzeganiu i rozumieniu otaczającego świata. Błędne schematy powodują
trudności, a nawet całkowitą bezradność wobec tego, co niesie ze sobą życie.
Uniemożliwiają skuteczną kontrolę sytuacji i siebie samego. Natręctwa są często
wyrazem potrzeby sprawowania takiej kontroli, a zarazem zastępczym, pozornym
sposobem uzyskiwania wpływu na swoje życie.
Gr.: Czy natręctwa są sposobem radzenia sobie z lękiem?
Jerzy Samochowiec: Istotnie, rytualizacja będąca swoistym mechanizmem
obronnym polega na redukowaniu poziomu lęku przez wykonywanie natrętnych
czynności, pomimo świadomości, że nie mają one sensu. Taka postawa cechuje
pacjentów o niedojrzałej osobowości.
J.A.: Niepokój związany z poczuciem chaosu w swoim życiu bywa tak silny, że
wymusza działania zastępcze, polegające np. na porządkowaniu przedmiotów,
organizowaniu otaczającej przestrzeni. Skoro nie da się uporządkować swojego
życia, to przynajmniej można wprowadzić jakiś porządek w to, jak ułożone są
książki na półce, odzież w szafie czy obuwie w przedpokoju. W tym sensie
natrętne rytuały są sposobem radzenia sobie z lękiem, ale przede wszystkim z
napięciem stwarzanym przez konflikty i bezradność.
Gr.: Obsesje o tematyce religijnej wydają się dominować spośród innych. Czy
dlatego, że w naszym kraju większość stanowią wierzący?
J.A.: Istotą problemu w tym wypadku jest sposób wierzenia. Pacjenci cierpiący
na ten typ natręctw żyją w przeświadczeniu, że seksualność jest grzechem.
Powstaje wtedy konflikt pomiędzy popędowością, a przyjętym systemem wartości.
Jeżeli jakiekolwiek doznania związane z seksualnością traktowane są jako
przewinienie, to nawet nieuświadomione pożądanie powoduje poczucie winy i
grzeszności. Może to prowadzić do "zmywania z siebie" tych nieczystych pragnień,
do czynności natrętnych. Może też prowadzić do natrętnych myśli bluźnierczych,
nieraz będących wyrazem buntu wobec czegoś, przeciwko czemu zbuntować się w
żadnym wypadku nie wolno. Osoby z tak ukształtowanymi schematami poznawczymi i
wynikającymi z tego konfliktami wewnątrzpsychicznymi, dochodząc do okresu
dojrzałości i nie radząc sobie z dolegliwościami, często decydują się na
leczenie. Wśród aktualnych pacjentów jest ich bardzo wielu, ale byłoby przesadą
twierdzić, że ta problematyka dominuje.
Gr.: Do kogo kierować swoje kroki, jeśli zdecydujemy się na podjęcie leczenia?
Psychiatry czy raczej do psychologa?
J.A.: Radzę zacząć od zwrócenia się do psychiatry, chociażby dlatego, że
potrzebna jest diagnoza: czy natręctwa są uwarunkowane psychogennie czy
organicznie. Inna sprawa, jak się następnie leczyć - u psychoterapeuty czy u
psychiatry?
W zaburzeniach
psychicznych, także w zespołach natręctw, obserwuje się tzw. "cyrkularne"
zależności przyczyn i skutków. Zaburzenia przeżywania powodują zakłócenia
procesów neurotransmisji i odwrotnie. To błędne koło można przerwać z jednej
strony za pomocą leków, z drugiej – psychoterapią. W tym drugim przypadku,
psychoterapeuta-psycholog może być równie dobrym specjalistą, jak
psychoterapeuta-lekarz. Ale psycholodzy nie mają uprawnień do prowadzenia
farmakoterapii, z tego względu ich możliwości prowadzenia adekwatnego,
równoczesnego leczenia farmakologicznego i psychoterapeutycznego, są
ograniczone.
Gr.: Zatem niezbędny jest kontakt z lekarzem psychiatrą?
J.A.: Tak uważam. Nie tylko ze względu na potrzebę rzetelnej diagnozy. Ten,
kto leczy zaburzenia zdrowia, musi dobrze wiedzieć, na czym one polegają, by
rozumieć, co dzieje się z chorym i jak mu pomagać. Inaczej taka pomoc może
okazać się nieporozumieniem. Ale także wielu psychoterapeutów-psychologów, np.
kształconych przez Polskie Towarzystwo Psychiatryczne, jest zobowiązana do
uzyskania gruntownej wiedzy medycznej o zaburzeniach, które leczą po to, by móc
rzetelnie pomagać swoim pacjentom.
Gr.: Wiele osób pomimo cierpień związanych z chorobą nie chce się leczyć. Co może
być tego powodem?
J.A.: Na przykład odium społeczne, dotykające tych, u których występują
zaburzenia zdrowia psychicznego. Także przekonanie o szkodliwości leków
stosowanych w psychiatrii – stanowi to ogromną przeszkodę w wykorzystaniu
możliwości, jakie daje nam współczesna medycyna. To przekonanie wynika m.in. z
odczuwania przykrych "objawów ubocznych", ale również z tego, że nieodpowiednio
dobrany, przereklamowany lek nie przynosi oczekiwanych rezultatów. To często
zniechęca do farmakoterapii.
Gr.: Czy w leczeniu natręctw preferuje się określoną metodę psychoterapii?
J.A.: Dobór odpowiedniej terapii powinien być uzależniony od rodzaju przyczyn
powstania zaburzeń u konkretnego pacjenta. Rodzaj tych zaburzeń – na przykład
zespół natręctw – nie zawsze informuje o tych przyczynach i nie jest
wystarczającą wskazówką, jak leczyć chorego. Dlatego, chociaż jest wiele badań,
porównujących skuteczność poszczególnych form psychoterapii, nie należy ich
traktować jako jednoznacznej wskazówki do wyboru sposobu leczenia.
A w ogóle preferowanie jakiejś
"określonej metody", to bardzo wątpliwa
sprawa. Prowadząc terapię zgodnie z założeniami takiej metody czy "podejścia
teoretycznego", łatwo przeoczyć rzeczywiste przyczyny choroby. Z tego względu
doświadczeni terapeuci, niezależnie od tego czy nazywają się
"behawioralno-poznawczymi" czy "psychoanalitykami", w leczeniu nie kierują się
założeniami wynikającymi z takich etykietek, lecz indywidualną specyfiką
choroby, dostrzeganą u pacjenta. Takie podejście można nazwać "eklektycznym"
albo "integracyjnym", psychoterapią sterowaną indywidualną złożonością
zaburzenia i korzystającą z różnych elementów wiedzy, zawartych w różnych
podejściach teoretycznych i różnych metodach.
Gr.: Jak znaleźć dobrego psychoterapeutę?
J.A.: "Dobrego"? To dobre pytanie. Ale mówiąc serio: jeżeli lekarz sam nie ma
uprawnień psychoterapeuty, powinien wskazać odpowiedniego specjalistę. Może nim
być inny lekarz, często psychiatra, może też to być psycholog, czy pielęgniarka,
którzy uzyskali odpowiednie wykształcenie. Z ogłoszeń w prasie czy w internecie
trudno trafnie wywnioskować o kwalifikacjach tych, którzy się reklamują.
Ale warto wiedzieć, że jest w Polsce już kilkaset osób, które mają
kwalifikacje psychoterapeuty sprawdzone w toku trudnego egzaminu i potwierdzone
odpowiednim certyfikatem. Na ogół można ufać w ich kompetencje, jeśli te
certyfikaty zostały wydane przez Polskie Towarzystwo Psychiatryczne lub Polskie
Towarzystwo Psychologiczne. Działalność takich psychoterapeutów pozostaje pod
kontrolą wspomnianych towarzystw.
Gr.: Dziękuję za rozmowę.
|
|
|
|
|
| |
| |
| |
|
Rozmowa z dr
Anitą Bryńską
psychiatrą dzieci i młodzieży z Akademii Medycznej w Warszawie (10 luty 2009
roku).
Gregow:
Zajmuje się Pani
zaburzeniami wieku rozwojowego. W jakim stopniu problem
natręctw dotyka dzieci i młodzież?
Anita
Bryńska:
Wyniki badań
epidemiologicznych wskazują, że odsetek osób cierpiących
na zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne, niezależnie od
grupy wiekowej, wynosi od 1 do 2 procent populacji
ogólnej. Nie sposób dokładnie określić tej liczby w
odniesieniu do osób młodych, ze względu na ograniczony
wgląd w przeżywane przez nie objawy, a co za tym idzie
brak motywacji do podjęcia leczenia, choć wydaje się, że
jest to wielkość zbliżona.
Gr.:
W jakim wieku może
pojawić się zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne?
A.B.:
Objawy zaburzenia
mogą wystąpić nawet u bardzo małych dzieci, około 3, 4
roku życia w przebiegu infekcji paciorkowcem, w
mechanizmie podobnym jak w przypadku gorączki
reumatycznej. Natomiast średnia wieku dla początku
zaburzenia wśród dzieci i młodzieży to około 10 r.ż.
Gr.:
Natręctwa mogą być
składową różnych zaburzeń psychicznych. Jak rozpoznać,
że obsesje są objawem ZOK a nie np. schizofrenii?
A.B.:
Opierając się na
wiedzy z zakresu psychopatologii ogólnej rozróżniamy
zaburzenia treści myślenia w formie obsesji, wobec
których pacjent pozostaje w pełni krytyczny, zdaje sobie
sprawę, że ich źródłem jest jego własny umysł i usiłuje
na swój sposób im się przeciwstawić. Z drugiej strony
mamy do czynienia z urojeniami, czyli myślami, sądami i
przekonaniami, które chory wypowiada w całkowitym
przeświadczeniu o ich prawdziwości.
W sytuacji, gdy
badany ma świadomość, że prześladujące go myśli pochodzą
od niego, chce się ich pozbyć z powodu cierpienia i
dyskomfortu jaki powodują - nie mamy wątpliwości, że są
to obsesje. A zatem charakter objawów różnicuje nie ich
treść, ale krytycyzm.
Sytuacja jest
bardziej skomplikowana w przypadku młodych pacjentów, ze
względu na słaby wgląd w procesy przeżywania. Dlatego
tak istotne jest dokładne badanie psychiatryczne,
ponieważ czasami zdarzają się błędy, co
prowadzi do rozpoznania psychozy, a w konsekwencji
wdrożenia nieadekwatnych metod leczenia.
Gr.:
Jak objawia się
choroba w wieku dorastania?
A.B.:
Podobnie jak u
dorosłych, objawy obsesyjno-kompulsyjne najczęściej
dotyczą przesadnego dbania o czystość i porządek. U
nastolatków dość często spotyka się także obsesje
dotyczące sfery religijnej oraz seksualnej.
Gr.:
Natręctwa są
źródłem lęku, poczucia winy i wstydu. To sprawia, że
cierpiący na ZOK zmagają się z chorobą przez długie lata
zanim podejmą leczenie. Jak trafiają do Pani młodzi
pacjenci?
A.B.:
Niezależnie od
rodzaju schorzenia są zazwyczaj przyprowadzani przez
rodziców, zaniepokojonych objawami. Trudno sobie
wyobrazić sytuację, w której dziecko dochodzi do
wniosku, że z jego psychiką jest coś nie w porządku i
samo udaje się po pomoc do specjalisty.
Gr.:
Co zrobić w
sytuacji, gdy objawy nasilają się a chory odmawia
poddania się terapii?
A.B.:
Przepisy ustawy
psychiatrycznej stanowią, że do momentu ukończenia 16
roku życia o wizycie u psychiatry, konsultacji
psychiatrycznej czy hospitalizacji decydują wyłącznie
rodzice. Jeżeli pacjent ma ukończone 16 lat
współdecyduje o swoim leczeniu. Możliwe jest więc
zastosowanie terapii wbrew woli chorego, jednak aby
skutecznie leczyć zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne
niezbędna jest motywacja. Pacjent musi chcieć się
leczyć.
Gr.:
Czy sposób
wychowania może mieć znaczenie w etiologii natręctw?
A.B.:
To zależy, co
rozumiemy przez pojęcie "sposób wychowania". Mechanizm
modelowania może spowodować, że dziecko obserwując osoby
z najbliższego otoczenia, wykonujące natrętne czynności,
zacznie je naśladować. Poza tym czynnikiem ryzyka
dla rozwoju obsesji i kompulsji jest kształtowanie u
dziecka potrzeby bycia idealnym, nienagannym,
perfekcyjnym, co w efekcie prowadzi do postrzegania
siebie w negatywnym świetle. O wystąpieniu zaburzenia w
głównej mierze decyduje jednak podatność biologiczna.
Gr.:
Jak wygląda
leczenie zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych u dzieci,
młodzieży?
A.B.:
Wybór odpowiedniej
metody leczenia powinien uwzględniać przebieg choroby i
nasilenie objawów. W przypadku niewielkiego nasilenia
objawów stosujemy przede wszystkim psychoterapię,
zwłaszcza poznawczo-behawioralną. Natomiast w sytuacji,
gdy obsesje i kompulsje w znacznym stopniu utrudniają
normalne funkcjonowanie, postępowanie polega na łączeniu
farmakoterapii i psychoterapii.
Gr.:
Jaka powinna być
rola rodziców, opiekunów w procesie leczenia?
A.B.:
Bardzo często
rodzice czy opiekunowie wręcz uczestniczą w wykonywanych
przez chorego rytuałach, przez co nieświadomie
podtrzymują i wzmacniają objawy, stając się jednocześnie
ich istotnym elementem. W takiej sytuacji niezbędną
formą pomocy jest psychoedukacja, czyli wyjaśnianie
pacjentowi i jego rodzinie istoty objawów i mechanizmów
podtrzymujących.
W terapii
ekspozycyjnej istotną rolę poza psychoterapeutą
prowadzącym pełni tzw. kooterapeuta, i chociaż
najlepiej, jeżeli jest to osoba spoza grona rodziny,
może być nim również rodzic.
Gr.:
Dostęp do
specjalistów z zakresu psychiatrii dziecięcej jest
bardzo utrudniony. Gdzie znaleźć fachową pomoc?
A.B.:
To prawda,
psychiatrów dziecięcych jest w naszym kraju niewielu,
ale od czasu, gdy przywrócono pełną specjalizację
sytuacja powoli ulega zmianie. Pomimo trudności z
dostępem do specjalisty, można uzyskać pomoc u
rejonowego psychiatry dziecięcego, chociaż czas
oczekiwania na wizytę jest dość długi. Dlatego zamiast
bagatelizować objawy, odkładając poradę lekarską "na
później", warto udać się do specjalisty jak
najwcześniej.
Gr.: Dziękuję
Pani za rozmowę. |
|
|
|
|
| |
|
| |
|
Rozmowa z
prof.
Jerzym Vetulanim
psychofarmakologiem, neurobiologiem z Instytutu
Farmakologii Polskiej Akademii Nauk w Krakowie
(30 sierpień 2009 roku).
Gregow: Panie
profesorze, czy
postęp w dziedzinie neurobiologii przybliżył nas do wyjaśnienia przyczyn
zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych?
Jerzy
Vetulani:
Przyczyny nerwicy natręctw nie są w pełni poznane, niemniej jednak dzięki
nowoczesnym metodom neuroobrazowania, nasza wiedza na temat etiologii zaburzeń
obsesyjno-kompulsyjnych znacznie się poszerzyła. Badania z użyciem wspomnianych
metod dostarczyły nam wielu cennych informacji. Zaobserwowano m.in. zmniejszenie
aktywności kory mózgowej u pacjentów z zespołem natręctw w porównaniu do osób
zdrowych. Wydaje się zatem bardzo prawdopodobne, że objawy ZOK związane są z
dysfunkcją hamującego działania kory mózgowej.
Z kolei
pozytywne efekty leczenia natręctw po zastosowaniu selektywnych inhibitorów
wychwytu zwrotnego serotoniny wskazują na zakłócenia w funkcjonowaniu neuronów
serotoninowych. Takie odkrycia neurobiologii przybliżają nas do poznania
przyczyn zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych, dają także nadzieję na znalezienie
skutecznych metod ich leczenia.
Gr.: Czy leki psychotropowe
działają na przyczynę choroby czy tylko na jej objawy?
J.V.:
Terapia farmakologiczna, czy to w zespole natręctw czy w innych zaburzeniach
psychicznych, ma za zadanie łagodzić objawy choroby. Nie usuwa źródła problemu,
umożliwia jednak skutecznie wydłużać okresy remisji. Szukając form
leczenia skierowanych na przyczynę procesu chorobowego, warto pamiętać o
psychoterapii. Badania wykazały, że terapia psychologiczna powoduje korzystne
zmiany w neurochemii mózgu. Psychoterapia jest zatem doskonałym uzupełnieniem
kuracji farmakologicznej.
Gr.: Pozytywne działanie
leków odczuwalne jest po upływie 2, 3 tygodni. Co jest powodem tego
"opóźnienia"?
J.V.: Mechanizm działania
leków psychotropowych, mówiąc ogólnie, polega na przebudowie układów
neuroprzekaźnikowych. Proces tej przebudowy wymaga czasu, związany jest bowiem z
adaptacją organizmu do stałej obecności danego leku i jego działań zmieniających
funkcje neurotransmisji. Luka terapeutyczna, która towarzyszy pierwszym
tygodniom leczenia jest z pewnością niezwykle uciążliwa, gdy jednak poziom
neuroprzekaźników normuje się, objawy choroby ustępują.
Gr.: Czy z biegiem czasu
działanie leków może ulec osłabieniu?
J.V.: Zdarza się, że organizm
wytwarza tolerancję na przyjmowany lek, co prowadzi do osłabienia jego
działania. Winne w takiej sytuacji mogą być enzymy wątrobowe, powodujące
przyśpieszony rozkład leku w organizmie. Istnieje również inna możliwość, a
mianowicie zaostrzenie objawów choroby, które sprawia, że dotychczasowe dawki
leków są niewystarczające.
Gr.: Część pacjentów obawia
się, że leki psychotropowe mogą powodować uzależnienie. Czy te obawy są
uzasadnione?
J.V.: W przypadku
neuroleptyków czy antydepresantów nie ma uzależnienia pacjentów w tym sensie, że
pojawia się przymus, chęć brania leku, które są symptomami choroby
uzależnieniowej. Trzeba tu zrobić małą uwagę, że psychicznie uzależnić można się
praktycznie od wszystkiego – psychika odgrywa tu ogromną rolę.
Gr.: Czy stosowanie leków
psychotropowych, zwłaszcza długotrwałe nie stanowi zbytniego obciążenia dla
organizmu?
J.V.: Szereg przewlekłych
schorzeń, takich jak nadciśnienie tętnicze czy choroby serca wymaga
długotrwałego przyjmowania odpowiednich leków, tymczasem największe obawy ze
strony pacjentów dotyczą stosowania leków psychotropowych. Być może taka postawa
wynika ze świadomości, że nieleczony zespół natręctw nie stanowi bezpośrednio
zagrożenia życia, natomiast zaniechanie leczenia w chorobie nadciśnieniowej
powoduje ryzyko udaru mózgu i zawału serca.
Badania wskazują, że
długotrwała terapia nowoczesnymi lekami psychotropowymi nie powoduje działań
niepożądanych, których szkodliwość przewyższałaby korzyści z ich stosowania.
Ponadto każdy lek, przed pojawieniem się na rynku, jest starannie badany. Po
negatywnych doświadczeniach z talidomidem (lek uspakajający, wycofany ze
sprzedaży z powodu powodowania poważnych uszkodzeń płodów – przyp. red.) żadna
firma farmaceutyczna nie pozwoli sobie na ryzyko utraty ogromnych pieniędzy i
pozycji na rynku, w toku ewentualnych procesów odszkodowawczych, będących
wynikiem wprowadzenia do sprzedaży niedostatecznie poznanych leków.
Gr.: Bardzo
dziękuję za rozmowę.
|
|
|
|
|
|